czwartek, 31 października 2013

#3. Imagin Harry cz. 3

Część 2

- [T.I]! Przepraszam... ja... ja po prostu... - nie wiem dlaczego, ale z każdym jego słowem miałam ochotę zejść na dół i powiedzieć wszystko co o nim myślę. I nie chodziło mi tylko o dziś. Cały czas od rozstania myślałam tylko: jak on mógł mi to zrobić? Nie wystarczałam mu? Coś ze mną było nie tak? Nie powiem, przepraszał... niezliczoną ilość razy... czasem miałam już dać spokój i powiedzieć: Dobrze wybaczam ci Harry, ale pamiętaj, że to ostatnia szansa... kocham cię. Ale potem wracałam do świadomości, że w takiej sytuacji to jedne, krótkie, prawie bezwartościowe słowo "przepraszam" nie wystarczy...

Oczami Harry'ego:
-[T.I]!!! Wybacz... mi... - powiedziałem, ale ona bez słowa weszła do środka. - wybacz  mi chociaż to... dodałem prawie niesłyszalnie.
-hahahaha!! Twoja księżniczka znów cię olała!!! I co? Nadal uważasz, że ta "miłość" miedzy wami jeszcze w ogóle istnieje?! - powiedział Louis. Zamilkłem... Tak naprawdę sam nie wiedziałem...
-Widzisz! Sam w to wątpisz! - mówił dalej. - Dobra, po prostu zrozum, że ona leciała tylko na twoją sławę i łóżko! Weź się nie obwiniaj! To nie twoja wina! To ona zdradzała cię pewnie na każdym kroku! No sam popatrz! Widziałeś ją kiedyś z tym samym facetem przez chociażby miesiąc?! To zwykła dziwka.... - po tym ostatnim słowie już nie wytrzymałem.... uderzyłem go z całą siłą w brzuch. Miałem dość. Nie miał prawa tak o niej mówić. Wiem, że ona wszystko słyszała. Miała otwarte okno. Postanowiłem to wykorzystać.
-Kurwa, nie masz prawa tak o niej mówić! Odpierdol się wreszcie od niej... - kiedy mi oddał, powtórzyłem cios.
-Czy ty siebie słyszysz??! Jej nawet na tobie nie zależy...!- powiedział zatrzymując moją rękę. Wyrwałem się i przełożyłem mu dwa razy mocniej w klatkę piersiową. Zabolało go. Skulił się z bólu.
-Kurwa, mówisz tak, bo zadaje się z tymi pedałami z The Wanted?! O ile pamiętam dotąd zawsze jej broniłeś... - powiedziałem - kocham ją i będę o nią walczyć... do końca. - dodałem po chwili nieco ciszej, żeby nie słyszała. Louis chyba się poddał. Już się nie odzywał. Odwróciłem się i skierowałem w stronę  domku.

Oczami [T.I]:
Siedziałam na łóżku. Łzy ciekły mi po policzkach. Wszystko słyszałam. Wszystkie słowa na mój temat. Schowałam głowę w kolana. Myślałam, że Louis mimo wszystko jest inny... że jesteśmy przyjaciółmi... może nie najlepszymi, ale jesteśmy. I to wszystko przez Nathana i resztę? Dziwka? Naprawdę taka jestem? Z każdą myślą moja twarz była co raz bardziej mokra. Jak on mógł?
Co do Harry'ego to dobrze wiedziałam, że tak zareaguje. Nie jest taki głupi na jakiego się wydaje... Był pewien, że to słyszę... Pewnie chciał pokazać mi jaki potrafi być bohaterski. Czy on myśli, że to cokolwiek zmieni? Myli się. Może jednak to co mówił było szczere? Może powinnam z nim pogadać i spróbować pogodzić się? Nie. Nie dam rady. Z resztą już dawno uznałam, że to była jego ostatnia szansa.
Dochodziła 20... Nathana ciągle nie było. Z dołu słyszałam resztę. Oglądali chyba jakiś głupi film. Doprowadziłam się do porządku i zeszłam, by zobaczyć co u nich słychać.
Okazało się, że nie było też Max'a.
 -Ooo... księżniczka raczyła nas odwiedzić... - powiedział Tom.
-tylko nie księżniczka!!! - odparłam oburzona. Miałam dość "księżniczek" na ten dzień.... (ze względu na Louisa).
- dobra - królowa! - wiem, że bawiło go, kiedy byłam naburmuszona...
-Się uśmiałam... naprawdę...Gdzie Nath? Nie ma go od rana...
-Skąd mam niby wiedzieć?! Ja się w jego życie nie mieszam! - czułam, że Tom dobrze wie gdzie jest... a może gdzie są... Spojrzałam na Jay'a i Sivę...
-Na mnie nie patrz. Ja tym bardziej nie mam pojęcia. - uznał Jay.
Postanowiłam zakończyć już ten temat i więcej nie pytać. To bez sensu. Od nich i tak się niczego nie dowiem... Martwiłam się... Bardzo... Bo co można robić przez prawie 14 godzin? Nawet nic mi nie powiedział. Byłam zła...
Usiadłam obok nich na kanapie i oglądałam film. Konkretnie jakąś kretyńską komedię.... Nic mnie nie bawiło. Ani bezsensowne i dość głupie komentarze Toma ani ogólnie ten film. Prawie się nie odzywałam. Ciągle myślałam o Hazzie i Louisie, no i oczywiście o Nathanie.
Nie chciało mi się już tam siedzieć. Wróciłam do pokoju. Miałam iść do jacuzzi na tarasie. Wyszłam na zewnątrz. Było już dość ciemno. Około 22:30. W oknie sąsiedniego domku paliło się światło. Okazało się że Harry miał okno na przeciwko naszego. Zauważyłam go. Był z Liam'em. Wydawał się jakiś smutny. Może to przeze mnie... Przez to co powiedział Louis? Może uznał, że to co mówił Lou to jednak prawda? Że zmarnował ze mną pół roku? W pewnym momencie wstał i skierował się w stronę balkonowych drzwi. Widząc to od razu zrezygnowałam z kąpieli, chciałam uniknąć tego kontaktu.  Wróciłam do środka. Balkon zostawiłam jednak lekko otwarty.
-stary, ja naprawdę nie wiem już co mam robić... chyba dam sobie z tym spokój... może on ma racje... to już przeszłość... nie warto walczyć... to i tak nie przyniesie efektów...
-jak uważasz. Kieruj się sercem... tylko ono ci dobrze wskaże...
-tak wiem, zawsze to mówisz. Ale co w tej sytuacji może zrobić moje serce?! Jedno jest pewne... jestem największym kretynem na świecie! Kurwa... gdyby nie ja to... to nic by się pewnie od tamtego czasu nie zmieniło... - mówił Styles. Chodziło o mnie? Nie wątpię. Więc jednak mu zależało...
-... dalej byśmy byli szczęśliwi. Za każdym razem, kiedy otworzyłbym oczy widziałbym jej uśmiech... zawsze byłaby przy mnie...
 

-Harry, nie poddawaj się... skoro naprawdę ci na niej zależy, walcz!
-łatwo mówić. Tyle, że ona nie daje mi szansy... a jak już wydaje się, że między nami się polepsza to ja oczywiście muszę wszystko zepsuć...
-chodzi ci o tą dzisiejszą wpadkę, tak? - Liam się uśmiechnął.
-też...... - oparł się o barierkę...
Nagle do pokoju wpadł Nathan. Szybko zamknęłam balkon.
-hej mała! - powiedział uśmiechnięty. Ja akurat powodów do radości nie miałam.
-czy ty jesteś normalny?! Gdzie byłeś cały dzień?! To nie łaska już powiedzieć albo chociaż zadzwonić?! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że ja się tu martwię?! Może byś chociaż odebrał, co?!!
-yyy... przepraszam cię... byłem... byłem u znajomych... ja nie chciałem cię budzić, tak słodko spałaś...
-to mogłeś mnie obudzić! Mam dosyć! Nie dość, że cały dzień musiałam być sama to do tego... - i tu urwałam. Nie mogłam powiedzieć mu o tym wszystkim co mnie dzisiaj spotkało. Nie powinien wiedzieć.
-to do tego co? Coś się stało?
-Nie, nic. Ale w ogóle nie wiem jak mogłeś! - z moich oczu popłynęła łza.
-przepraszam... wybacz mi... to...to się nigdy nie powtórzy... kochanie... - podszedł do mnie i mnie przytulił. Słowo ''wybacz" słyszałam dzisiaj wiele razy... za wiele... Zaraz... czy on powiedział "kochanie"???
-Wybaczam pierwszy i ostatni raz... - powiedziałam patrząc na niego. Nie mogłam długo się gniewać.
Uśmiechnął się i chciał pocałować mnie w usta, ale kiedy się zbliżył poczułam nieprzyjemną woń alkoholu.
-Nath, czy ty coś piłeś?!
-oj taam... jeden czy dwa drinki..... no wiesz jak to jest ze znajomymi. - puścił mi oczko. Chciał powtórzyć przerwaną przeze mnie czynność, ale ja się odsunęłam.
Bez słowa poszłam do łazienki. Miałam go dość. Coś przede mną ukrywał...
_____________________________________________________
Hej wszystkim:) Sorry, że tak długo nie dodawałam teraz nie mam czasu. Mam nadzieje, że ten part się spodoba. Dziękuje wszystkim, którzy tu wchodzą.... :) Liczę na jakiś komentarz. Dzięki za wsparcie :P
P.S. nwm jak wy, ale ja nie mogę się doczekać teledysku do Story of my life. :****







2 komentarze: